MOJE ŻYCIE PRZEWRÓCIŁO SIĘ DO GÓRY NOGAMI!

Home / Projekty / Klub Polek Na Obczyźnie / MOJE ŻYCIE PRZEWRÓCIŁO SIĘ DO GÓRY NOGAMI!

RZUĆ PLECAK I WYJEDŹ NA KONIEC ŚWIATA!
No właśnie!?
…Rzucić? Wyjechać?


Czytelniku naszego bloga!

Tobie wydaje się, że życie blogera podróżniczego jest usłane różami, a guzik prawda. Nie będę opowiadać Ci, jak życie jest piękne, ponieważ płata ono figle i to niemałe! Nie powiem Ci rzuć plecak i wyjedź na drugi koniec świata za pracą, miłością czy pasją, bo nie wiem, co czujesz i co serce Ci podpowiada…może jest coś, co Cię blokuje, może jest coś, czego się obawiasz? Może boisz się rozłąki z bliskimi?


Każdy z nas ma swoje osobiste powody. Szanuję je przeogromnie. Nikt z nas tak naprawdę nie wie, co kroi się w naszej głowie, jakie mamy pragnienia, refleksje albo problemy.

Nie oceniaj pochopnie i nie oczekujżyj tak, jakby jutra miało nie być!
Jeśli masz tylko taką możliwość, dziel każdą sekundę ze swoimi bliskimi, przytul ich i powiedz dobre słowo, wyjedźcie razem na weekend, cieszcie się sobą.
Czy to takie trudne?


Nie będę Ci opowiadać tysiąca historii mojego 28-letniego życia, które mnie nie oszczędzało. Opowiem Ci jedną, a Ty mi powiesz….


                                   
…CZY JUŻ DAWNO POWINNAM ZASZYĆ SIĘ W KOŁDRZE?

colonia del sacramento

2.10.2015, godzina 4 rano, lotnisko w Pradze, żegnamy się na lotnisku z moją Mamusią i moim Tatkiem. Już dawno nie widziałam tak wzruszonej Mamy, emocje wzięły górę. Tak mocno mnie uściskała…i wsiadła do samochodu, bo nie mogła powstrzymać łez. Jeszcze pamiętam to zdjęcie, które nam zrobiła na moją prośbę. Wtedy nie wiedziałam, co spotka moją rodzinę za 6 miesięcy. Jednego nigdy się już nie dowiem…czy Mamcia już coś wiedziała i ukrywała…a może nadzwyczajniej w świecie czuła? Jej intuicja nigdy nie zawodziła. Dwa tygodnie przed wylotem, obie popłakałyśmy się jak bobry…rozmowa o starości (ale ja się pytam, jakiej starości?), poważnej chorobie, w życiu bym nie pomyślała, że to spadnie jak grom z jasnego nieba!

Podróż była planowana przez kilka miesięcy. Otrzymaliśmy ogromne wsparcie od rodziny i przyjaciół, którzy razem z nami cieszyli się tym, co było dane nam zobaczyć i poznać. Z biletem w jedną stroną polecieliśmy do Ameryki Południowej (pierwszym przystankiem była Brazylia).

Kiedy wsiedliśmy na pokład samolotu, towarzyszyła mi huśtawka emocji, już sama nie wiedziałam czy ja tak naprawdę chcę poznawać świat, czego ja w ogóle chcę? Obok mnie siedział Marco, z którym spędziłam 24/7 przez te 6 miesięcy w podróży. Nigdy się na nim nie zawiodłam, był moim ogromnym wsparciem i promyczkiem. Tak wiele się od siebie nauczyliśmy, a uczucie nabrało jeszcze innego wymiaru, na pewno jest dojrzalsze!

Mamci mojej zdawałam codzienne relacje na Whatsappie i meldowałam się z każdego miejsca, do którego docieraliśmy. Wysyłałam też powiew świeżości z innego kontynentu – zdjęcia, które tak bardzo kochała. Zawsze pytałam czy pokazywała Tacie, pasjonatowi przyrody, bo to jednak Mama obsługiwała wszystkie apki i social media, taka już była, wszędzie jej było pełno.

Ten dzień, kiedy zaparło jej dech w piersiach po zobaczeniu zdjęć z Wodospadów Iguazu i jej słowa: “Cieszę się razem z Tobą, bo mi już pewnie nie będzie to dane…”. Pomyślałam sobie: “Dlaczego?”, ale nie rozgrzebywałam, bo czasem coś powiesz i się nie zastanowisz, więc nie kontynuowałam rozmowy na tej płaszczyźnie.

Początek lutego 2016, a ja dostaję wiadomość od Mamy, że bolą ją plecy. Proszę, błagam…żeby poszła do lekarza. Miała zaplanowany wyjazd do Ciechocinka…nawet przez myśl mi nie przeszło, że to coś poważnego. Nigdy nie przyciągam do siebie negatywnych myśli. Zawsze wierzę i idę do przodu! Owszem, po powrocie z Ciechocinka rozpoczęła się wędrówka po lekarzach i szpitalach. Zabiegi, operacje. Pod koniec lutego postawiono diagnozę paskudnego choróbska. Byłam wtedy w Meksyku albo Argentynie…ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Nie byłam obok Mamy, nie mogłam jej ani przytulić, ani nie mogłam przejąć ciężaru tej wiadomości na swoje barki. Przez prawie miesiąc żyłam w niewiedzy. Idealnie się kamuflowała. Mojego Tatę ubłagała, żeby nic mi nie mówił, swoją najmłodzą siostrę też przekonała …ciągle powtarzała, że nie chce mi zepsuć moich planów i spełniania moich marzeń (piszę to…i ściska mi gardło, a łzy napływają do oczu).

punta del este
Dwa tygodnie przed przylotem do Polski (skąd w ogóle mogłam wiedzieć, że takie nieszczęście spotka moją rodzinę?) byłam bardzo niespokojna i rozdrażniona. Nieprzespane noce, chandra, czułam, że nadchodzi coś złego, no tak intuicja po Mamie. Rozmowa na Skype z Mamą, która już wtedy dała mi do myślenia, niby czuła się lepiej, była bezbólowa, ale zadała mi pytanie: “Kiedy planujecie wrócić?”. A ja…byłam trochę zmieszana, bo Mamiś moja doskonale wiedziała, że nie nastąpi to w 2016 roku. I nagle widzę, że zaczyna płakać, pytam: “Dlaczego płaczesz, Mamiś?”, odpowiedziała mi, że z tęsknoty, że ma ostatnio gorsze dni, że dużo o mnie myśli…Strasznie się wtedy wzruszyłam, ale mój niepokój wzrósł.

Wyobraź sobie, że ciągle byłam pozytywnej myśli i nie dopuszczałam do siebie, że to poważna choroba. Ciągle miałam w głowie, że to przejściowe, że minie. Trzeba wierzyć do ostatniej sekundy.

Zbliża się ten dzień, kiedy Mama ma mieć “drobny” zabieg, który okazuje się poważną operacją, po którym zresztą nie dostaję od niej już żadnej wiadomości. Mój stres sięgnął wtedy zenitu, jeszcze okazało się, że Marco też podupadł na zdrowiu, złapał jakiś wirus w Kolumbii.

…Mama się nie odezwała, ale napisał Tata. Próbował się dodzwonić do mnie od dwóch dni, ale jak na złość polska karta sim odmawiała posłuszeństwa, jednak to milczenie Mamy nie dawało mi spokoju. Na szczęście udało mi się odblokować kartę. Wiadomość od Taty zwaliła mnie z nóg. Sięgnęłam po telefon Marco, dzwonię i dzwonię. Tata mnie odrzucił. Wdech i wydech. Kamień z serca, bo zaraz do mnie oddzwania i wtedy zaczyna się prawdziwy koszmar. Otrzymujesz wiadomość, która przewraca życie do góry nogami nie tylko Tobie, ale również Twoim bliskim. Marco bez chwil zastanowienia rzucił: “Wracamy!”. Ja w płaczu, rozpaczy i niemocy skuliłam się w kąt. Tysiące myśli, ale wśród nich ciągle to samo pytanie: “Dlaczego?”, które mnie nie opuszcza do dzisiaj. Spakowaliśmy plecaki i pojechaliśmy na lotnisko, mieliśmy wracać do Argentyny, ale udało nam się przebukować loty tak, żeby wrócić do Europy. Wtedy nie liczy się już nic. Chcesz być obok osoby, która dała Ci życie, która Cię wychowała i nauczyła Cię po prostu kochać.

vitoria brazil

Uwierz mi, że jeszcze nigdy nie byłam tak bardzo zestresowana. Egzamin maturalny, obrona pracy magisterskiej czy jakakolwiek rozmowa o pracę to pikuś przy tym, co wtedy czułam. Mamcia nie wiedziała nic, nie chcieliśmy jej martwić. Wiedziałam, że będzie na mnie czekać w domu, ale jeszcze wtedy nie wiedziałam, jak to statystycznie lekarze próbowali oszacować, ile zostało do końca…Wiem, brzmi to brutalnie, ale wielu z nich wykazuje totalną znieczulicę i operuje bardzo agresywnym słownictwem.

Serce mi ściska na samą myśl, że już nigdy jej nie przytuliłam tak, jak kiedyś…że już nigdy nie przegadamy całej nocy tak, jak kiedyś, i że nie wyruszymy we wspólną podróż…tak, jak kiedyś. 

urugway

Nie znasz dnia ani godziny nadejścia gromu z jasnego nieba. Delektuj się każdą chwilą swojego życia, nie goń, nie bądź skąpy, otwieraj się na ludzi i do ludzi …PO PROSTU KOCHAJ I ŻYJ!

                                                                                                                                                                      Ewelina

Przeczytaj: MOJA MAMA – MOIM PRZYJACIELEM!


Tekst powstał w ramach wiosennego projektu „Moja historia”  KLUBU POLEK NA OBCZYŹNIE .

logo KLUB kopia kopia-1

Related Posts
Jest 13 komentarzy
  • Gosia

    Pierwszy raz się, aż tak wzruszyłam czytając wpis na blogu. Ściskam mocno

  • Ewiczka

    Smutna historia, ale pięknie napisana. Naprawdę się wzruszyłam czytając. Bardzo mi przykro z powodu utraty ukochanej mamy, tulę!

  • Nika

    Wzruszajace i pelne emocji… co do reszty, brak mi odpowiednich slow.

  • Hamak Life

    Chyba będę musiała zmienić tytuł audycji…mój poprzedni gość opowiadał o wojnie w Izraelu i zespole szoku pourazowego, a Twoja historia jest absolutnie dramatyczna! 🙁 Też mi łzy poleciały…a chciałam pytać o wolność, przygody lajtowe, szczescie w miłości, doświadczenia kształtujące osobowość…ale nie takie…

  • peregrino

    bardzo piękna notka .. będąc daleko w podróży czy na emigracji myślami jesteśmy z bliskimi jeszcze bliżej … wiele dobrych fal ..

  • Karolina

    Tak strasznie wspolczuje… Czytajac wczesniejsze notki tylko domyslalam sie, ze cos zlego sie stalo… Balam sie spytac.
    Nawet nie probuje sobie wyobrazic jak bardzo boli… Sciskam mocno!

  • Dorota Strzelecka

    Piękne i smutne zarazem. Odległość nie ma problemu by utrzymywać kontakt. Ale gdy dochodzi do dramatu, do śmierci bliskich przy których chcemy być robi się naprawdę trudno. Moja babcia odeszła niespodziewanie kiedy akurat byłam w Polsce. Mogłam ostatni raz odwiedzić ją w szpitalu gdzie już było wiadomo, że odejdzie 🙁 Więc nierozłączne słowa by spieszyć się kochać ludzi, cueszyć się z czasu z nimi gdy są obok i pamiętać, dzwonić pisać gdy są daleko. Pozdrawiam

    • Ewelina&Marco
      Ewelina&Marco

      Dorotko, mi było dane jeszcze dzielić z Mamą kilka miesięcy, co nie zmienia faktu, że nie tak miało być…Mamusię Kochałam, kocham i będę kochać <3 zawsze i na zawsze!

  • Marta

    Zapamiętam Beatkę jako bardzo ciepłą i życzliwa osobę. Kiedyś pocieszała mnie, gdy moje życie stanęło na głowie. Jesteś do niej tak bardzo podobna… Przesyłam dużo ciepła 🙂

    • Ewelina&Marco
      Ewelina&Marco

      Zgadza się, Mamcia moja pocieszała wszystkich wokół, była dla wszystkich bardzo oddana i pomagała zupełnie bezinteresownie. Sama teraz zauważam ogromną podobiznę…myślę, że dojrzałość też na to wskazuje. Dziękuję za te ciepłe słowa <3

  • Paulina

    Popłakałam się czytając twój tekst 🙁 w zeszłym roku miałam wypadek samochodowy, życie jest takie krótkie, szkoda każdej minuty na kłótnie, pretensje, problemy.

    • Ewelina&Marco
      Ewelina&Marco

      Zgadza się Paulina. Szkoda, ale niewiele osób to wie..Żyjmy a nie marudźmy. Chwytajmy i wykorzystujmy każdą sekundę!

  • Magda Zbieraj

    Marzę o długiej podróży dookoła świata… ale to o czym napisałaś to mój największy lęk. Tak duży, że czytając miałam łzy w oczach. Trudno jest znaleźć złoty środek między realizacją swoich marzeń, a byciem tu, na miejscu, ze swoimi bliskimi. Choć tak naprawdę nigdy nie wiemy, co czai się za rogiem.

Dodaj komentarz

ZAPRASZAMY NA NASZ

INSTAGRAM

  • Life is about overcoming our fear  getting out ofhellip
  • Lately our mornings look like this one  Hundrends kmhellip
  • Place to live San Francisco goldengate goldengatebridge sanfrancisco sf californiahellip
  • There are some sunsets you will never forget about hellip
  • If you ask me where we have been I willhellip
  • When the nature creates such a gorgeous ARCH  Twohellip
  • Light Light Light x 1mln Antelope Canyon is like thehellip
wspomnienia z podrozyw zdrowym ciele zdrowy duch